Translate

środa, 30 października 2013

Pytanko

Ostatnio na blogu była ankieta (zagłosowała 1 osoba!!!) o tym czy chcielibyście aby pojawiły się jeszcze jakieś pary w tym opowiadaniu. Prosiłabym o sugestie pod tym postem (wezmę pod uwagę KAŻDĄ sugestię nawet jeśli to będzie Toothiana i jej szczoteczka do zębów). Czekam do 8 listopada.

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 13 Urodziny część 2

Trzynasty rozdział! Ajajaj... Będzie pechowo. A teraz przeprosiny :) . Ja was przepraszam za lenia który przyszedł nieproszony, a nasza kochana Naruko przeprasza za zepsuty internet. Prosiłabym was także o głosowanie w ankiecie. Jeśli macie jakieś konkrety zostawcie w kom. pod tą notką. A teraz ZAPRASZAM DO CZYTANIA!!!! (i komentowania ;) )

 Był wycieńczony. Od kiedy się przebudził próbował uciec z tej klatki jednak na próżno. Używanie mocy też nie wchodziło w grę. A do tego dziwna rozmowa Mroka z tą kobietą. Wszystko było takie skomplikowane.
-Widzę, że nasz kochany Strażnik się przebudził. Mam nadzieję, że wygodnie się spało.
-Pitch! Ty gadzie! Wypuść mnie stąd!- krzyczał wściekły. Mrok zaśmiał się tylko szyderczo i odpowiedział.
-Ależ nieładnie by było gdybyś sobie poszedł. W końcu czekamy jeszcze na twoją przyjaciółeczkę.
-Zostaw je w spokoju.
-Och, ale czy mówiłem o dwóch? No cóż zachowujesz się zupełnie jak twój przodek. Chociaż masz mniej rozumu w głowie.
-O, czym ty do cholery mówisz??!!
-Ojej... Czyli inni nic ci nie powiedzieli? No cóż mówi się trudno. - rzekł i rozpłynął się w ciemnościach.
____________________________________
-To takie skomplikowane.
-Wiem, że jesteście państwo zdumieni, ale to prawda a ja jestem tego dowodem.
Rodzice Marcina siedzieli skołowani. Historia o tym, co się wydarzyło była naprawdę niewiarygodna.
-J-ja muszę wam coś wyznać.-odezwała się mama Marcina.
-Moja rodzina to nie są zwykli ludzie. Jesteśmy potomkami Marca Dream'a.
________________________________________
-Zostaw go w spokoju!!!- krzyknęła zrywając się z łóżka.
-Spokojnie Toothiano. Jesteś bezpieczna.
-North! Mrok porwał Marcina!
-Wiemy. Spokojnie.
-Ale to przeze mnie.-Zębuszka była zrozpaczona.
-To nie była niczyja wina. Teraz odpoczywaj. Jesteś wyczerpana.-powiedział North i wyszedł.
____________________________________
-O, czym ty mówisz?!
-Ja naprawdę już nie wiem, co mam o tym myśleć.
-Jagodo spokojnie. Teraz ja chciałabym wam opowiedzieć pewną historie.
-Ja już nie mam siły. Musze iść do pracy.
-Dobrze Arturze. Wyjaśnię ci wszystko wieczorem.
Ojciec Marcina wstał i podążył  w stronę drzwi.
-Tak, więc wszystko zaczęło się 1000 lat temu, kiedy powstali pierwsi Strażnicy. Moja opowieść nie będzie jednak długa. Nasz ród wie niewiele o tym, co wtedy się działo. Pojawienie się Mroka, Northa oraz Piaskowego Ludka było kulminacyjnym momentem w historii całego świata. To, co przekazali ci inni Strażnicy jest tylko częścią prawdy jednak nie miej do nich pretensji. Oni także więcej nie wiedzą. Ja także nie wiem zbyt wiele, lecz jednego jestem w stu procentach pewna. To nie Mrok zabił Strażników.
-J-jak to??!-Jagoda próbowała przyswoić sobie tą informację. Kolejne tajemnice, a ta największa. To naprawdę było dla niej za dużo.
Mama Marcina podeszła do jakieś szafki i podała jej bogato zdobioną szkatułkę do ręki. Dziewczyna popatrzyła na nią zdziwiona.
-Co to takiego?
-Jak wiesz Marc i Catherine zostali zabici prze spesinterium jednak działanie tego eliksiru nie odbiło się tylko na nich. Star Shine utraciła znaczną część mocy a serce Mroka stało się czarne i nieczułe. Spesinterium ma także jeszcze jeden defekt. Ci, którzy przez niego zginą pozostawiają po sobie wspomnienia całego życia. To, co znajduje się w tej szkatułce to właśnie wspomnienia. Całe życie Marca i Catherine zamknięte w tej szkatułce. No dalej, otwórz ją.
Jagoda powoli zajrzała do środka a tam leżały 2 małe woreczki z podpisami. Na jednym napisano  Marc a na drugim Catherine.
-Podziel się nimi z innymi. Niech wszyscy się dowiedzą, co się wtedy stało, ale pamiętaj: możesz ich użyć tylko raz.
-Dobrze. I... proszę przekazać moim rodzicom, że niedługo ich odwiedzę.
-Do zobaczenia.
_____________________________________________________________
 Miał już serdecznie dość. Na dodatek Pitch powiedział, że wyrusza po Jagodę. Bardzo się martwił.
W końcu w całej jaskini rozległo się przeraźliwe skrzypienie i trzaśnięcie. Spojrzał w stronę skąd dochodził ów hałas, a tam zamknięta w klatce leżała nieprzytomna Jagoda. Obok stali Pitch i jakaś kobieta.
-Star,  co teraz?
-Mamy tą dwójkę, więc nareszcie możemy odbić twoją córkę.

piątek, 11 października 2013

Rozdział 12 Urodziny cz.1

Średnio mnie zadowala ten rozdział ale cóż. Mam dla was 2 ogłoszenia. Pierwsze:Drugi blog jest już założony. Na razie pojawił się tylko prolog ale rozdział 1 jest już w połowie napisany. Adres http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/ . Po drugie rozdział 13 może zostać zamieszczony z paro dniowym opóźnieniem co jest spowodowane moimi zaległościami w szkole. To wszystko jeśli chodzi o ogłoszenia. Dedykacja dla Naruko za użyczenie nazwiska Jagodzie :) .
P.S. To już ponad 600 wyświetleń. Bardzo wszystkim dziękuję. :D

   Gdy doleciała do domu Marcina miała mieszane uczucia. W końcu musiała im o wszystkim opowiedzieć a żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w coś takiego. Wzięła głęboki wdech i zapukała. Otworzyła jej jego mama ubrana jak do pracy. Spojrzała na zegarek. No tak, przecież była już 7 rano. "Przez to całe strażnikowanie straciłam poczucie czasu."
-Jagoda! Jak dobrze że jesteś! Marcin gdzieś zniknął! Wiesz może gdzie jest?
-Właśnie o tym chciałam z państwem porozmawiać. Mogę wejść?
-Tak, tak oczywiście wchodź.
-Kochanie czy to nasz syn w końcu wrócił do domu?
-Nie, ale przyszła Jagoda. Ma nam wszystko wyjaśnić.
-To dobrze. No, więc gdzie ona jest.
-Przecież stoję przed panem.-powiedziała zdziwiona. On jednak nie patrzył na nią tylko rozglądał się wokoło.
- Artur, przecież ona stoi przed tobą!
-Tu nikogo nie ma!
Jagoda machnęła ręką przed jego oczami jednak nawet nie mrugnął.
-On naprawdę mnie nie widzi.
__________________________________________
-Cześć. Jak się czujesz?
-Już trochę lepiej jednak nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Po co Mrokowi Marcin?
-Jak znam gościa ma w tym jakiś mroczny interes. Ale nie martw się, odbijemy go.
-Dzięki Easter.
-Za, co?
-Za to, że jesteś.-powiedziała Weronika wtulając się w niego.
_____________________________________
-Możesz mi w końcu powiedzieć, z kim rozmawiasz?!
-Z Jagodą! Stoi przed tobą! Naprawdę nie wiem, czemu jej nie widzisz!
-Proszę pani, ja może przyjdę po szkole, bo zaraz się spóźnię na lekcje.
-Dobrze do zobaczenia. A my musimy porozmawiać.
-Też tak sądzę.
Jagoda wyszła z domu Marcina kompletnie zdezorientowana. Miała rozwiać wątpliwości jego rodziców a tymczasem pojawiły się kolejne pytania. Zatopiona w myślach nawet nie zauważyła pędzącego prosto na nią rowerzysty. Jednak nie poczuła bólu. Właściwie nie było nawet zderzenia. Po prostu on przez nią przeniknął.
-Teraz rozumiem.-powiedziała i pognała do domu Marcina.
-Halo jest tu ktoś?
-Jagoda, co się stało?!
-Teraz wszystko rozumiem. Który dziś mamy?
-29 luty, ale co się stało?!-powtórzyła coraz bardziej zdenerwowana mama Marcina.
-Kochanie chodź szybko zobaczyć. To straszne. -obie pobiegły szybko do salonu. Tata Marcina oglądał właśnie wiadomości.
"Zderzenie czołowe 2 samochodów spowodowało ogromne zniszczenia. Zginęła jedna osoba. Zwłoki zostały rozpoznane. Ofiarą była Jagoda Calińska. Osoby bliskie proszone są o zgłoszenie się na komisariat...
Dalej jednak już nikt nie słuchał. Mama Marcina była w szoku.
-Jakim cudem ty tu stoisz?
-Proszę powiedzieć swojemu mężowi żeby uwierzył w Strażników Marzeń.
Nagle na jej twarz wstąpił wyraz oszołomienia i... zrozumienia.
-Arturze, teraz poproszę cię o coś bardzo dziwnego, ale masz to zrobić choćby nie wiem, co , jasne?- jej głos brzmiał surowo  i zdecydowanie. Jej mąż popatrzył ma nią zdziwiony, ale pokiwał tylko głową.
-Musisz uwierzyć w Strażników Marzeń. Od tego zależy życie naszego syna.
-To jakiś żart?
-Zrób to!- krzyknęła zdenerwowana a on zaskoczony jej zachowaniem przeniósł wzrok na Jagodę.
-Witam pana.
-A-ale jak to. Przecież w telewizji mówili...
-A teraz pozwólcie państwo, że wszystko wam wytłumaczę.
-Słuchamy.
-Wszystko zaczęło się jakiś miesiąc po świętach...
 

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 11 Dobre i złe wiadomości.

Rozdział ten wprowadza trochę zamętu do dotychczasowej fabuły ale i tak niedługo wszystko się wyjaśni ;) . Dedykacja dla wszystkich którzy komentują tego bloga.

 
 Pola Wielkanocne były najpiękniejszym miejscem, jakie kiedykolwiek widziała. A na dodatek był przy niej Zając. Dla niektórych to mogło wydawać się dziwne, ale się zakochała. Pierwszy raz w życiu naprawdę kogoś pokochała. A fakt, że on nie był człowiekiem wcale jej nie przeszkadzał. Jednak najbardziej martwiło ją jak to wszystko powiedzieć innym, ale postanowiła zostawić tę sprawę na później.

- To sygnał, musimy iść. Dokończymy malować, kiedy indziej.

- No dobra...- powiedziała ze zrezygnowaniem i ruszyła za Easterem tunelami.

____________________________________________________________


- No nareszcie jesteśmy w komplecie.

- Co się stało North? Gdzie są Marcin i Zębuszka?

- Spokojnie Jagodo. Mam dla was trzy wiadomości. Dwie złe i jedną dobrą. Którą najpierw?

- Zacznij od złych.

- Dobrze, a więc po pierwsze Mrok zaatakował Zębowy Pałac...- nie zdążył dokończyć gdyż przerwały mu okrzyki oburzenia.

- CISZA!! Dajcie mi skończyć. Zębuszka leży teraz nieprzytomna w pokoju gościnnym. Dobra wiadomość jest taka, że Star Shine jednak żyje! Hurra!!

Jednak tylko Piasek okazał entuzjazm. Na twarzach reszty malowało się wielkie zdumienie i ciekawość.

- Kto żyje?- spytał Zając.

- No tak. Zapomnieliśmy wam powiedzieć. Star jest młodszą siostrą Księżyca i panuje nad gwiazdami. Zaraz przyjdzie tylko musiała coś załatwić.

- Dobrze. Wszystko fajnie super a teraz może mi ktoś wyjaśnić, co się stało z Marcinem?- spytała zniecierpliwiona Jagoda. Wszyscy wlepili wzrok w zmartwioną twarz Northa.

- On został porwany przez Mroka.- po tym, co powiedział Jagoda wybiegła a za nią Jack. Weronika zaczęła szlochać a obejmujący ją Zając zaciskał pięść z bezsilności. Piasek stał tylko ze smutną miną. Ta wiadomość przybiła wszystkich.

____________________________________________________________


- Jagoda! Stój!- krzyczał, jednak ona go nie słyszała. Płakała. Jej najlepszy przyjaciel, bratnia dusza został porwany przez najgorszą istotę, jaką znała. I jeszcze ta Star. Miała wrażenie, że skądś znała to imię. Ale co się dziwić, w końcu to podobno była młodsza siostra księżyca.

- Jagoda zatrzymaj się w końcu!

- Zostaw mnie w spokoju! Mam tego dość! - wykrzyczała.

Jack w końcu nie wytrzymał i ją zamroził. Na szczęście nadal byli na biegunie i spadła w śnieg. Podleciał  do niej a lód od razu stopniał. Siadła skulona i zaczęła płakać. Jack ją przytulił.

- No już... Cii... Wszystko będzie dobrze.

- O-obiecujesz?- spytała łkając.

- Obiecuję.

____________________________________________________________

 Ciemność. Wszędzie. Nie mógł nawet otworzyć oczu. Pamiętał tylko walkę i pojawienie się Mroka. A później nic. Pustka.

____________________________________________________________
- Witaj Mrok. Słyszałam, że plan się powiódł.

- Oczywiście. Teraz tylko trzeba nakierować tu tą drugą.

- Tak. Wtedy będziemy mogli zaszantażować Strażników, aby oddali Ci twą córkę.

Pitch posmutniał. Minęło tyle lat...

- Nadal nie wiem jak to się stało, że Catherine...Kto mógł chcieć jej śmierci?

- Nie wiem. Na prawdę nie mam pojęcia. Ale teraz muszę już iść. Do zobaczenia.

On nic jej nie odpowiedział, tylko rozpłynął się w ciemności. Należało wykonać kolejną cześć planu.

____________________________________________________________


W końcu udało mu się otworzyć oczy. To, co usłyszał wprawiło go w osłupienie. Mrok miał córkę? I najwyraźniej to nie on zabił ich poprzedników. W końcu, kim była ta kobieta, z którą rozmawiał? Usiadł i rozejrzał się wokoło. Znajdował się w jakiejś jaskini i niestety został zamknięty w małej klatce. Próbował użyć swoich mocy, ale to nic nie dało. Miał tylko nadzieje, że Jagoda wyjaśni jakoś sensownie całą tą sytuacje jego rodzicom.

____________________________________________________________


-Jack! Jagoda! Nareszcie! Martwiliśmy się o was...

- Niepotrzebnie. Już mi lepiej. A gdzie Weronika?

- Wróciła do Domu. Zając ją zaprowadził.

Jagoda i Jack wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Aha. Jak się czuje Zębuszka?

- Odzyskała już przytomność, ale jest przybita całą tą sytuacją. Jak każdy zresztą.

- Co ja mam powiedzieć rodzicom Marcina?

- Może prawdę?- zaproponował Jack.

- Sądzisz, że mi uwierzą?

- Nie. Ale zawsze lepsze to niż nic.

- To lecę. Trzymajcie za mnie kciuki.

- Do zobaczenia!

czwartek, 19 września 2013

Rozdział 10 Niespodzianki i kłopoty

Rozdział 10 przed terminem jak mówiłam. Dedykacja dla Natalki Konopki która przepisała rozdział na komputer czego ja robić nienawidzę.


 -Czy oni...malują jajka wielkanocne?!

 -Na to wygląda.

Jagoda i Jack stali oniemiali nie mogąc uwierzyć w to, co widzą. Na trawie siedziała Weronika i w towarzystwie Zająca malowała pisanki. Dało się zauważyć, że dobrze się czują w swoim towarzystwie. Co chwila łapali się za ręce, patrzyli sobie w oczy i śmiali rozmawiając ze sobą

 -Wiem, że to niegrzeczne, ale korci mnie żeby podsłuchać, o czym oni sobie gawędzą.

 -Nie jesteś sama.

 -To, co, podkradamy się?

 -Jeszcze pytasz? Tylko cicho.

 Powoli zmierzali w stronę rozchichotanej parki z każdym krokiem wyraźniej słysząc ich rozmowę. W końcu przycupnęli za jednym z głazów nasłuchując.

 -Och  Easter, te pisanki są takie piękne.

 -Nie tak bardzo jak ty.-odpowiedział jej Zając.

 Po tym nastąpił cichy chichot. Jack i Jagoda popatrzyli po sobie zniesmaczeni.

 -A wiesz Weroniko, że masz bardzo ładne oczy?

 -No na pewno skoro mówisz mi to już trzeci raz.

 Kolejny śmiech. Jack i Jagoda postanowili, że dadzą im chwile prywatności. Już i tak usłyszeli więcej niż powinni.


*****************************************************************************
 -T-to nie możliwe.
-North masz minę jak byś zobaczył ducha.

-Ale ty przecież nie żyjesz. Atak.. Mrok... My Widzieliśmy...

-Widzę, że będę musiała się gęsto tłumaczyć. No cóż, od czego by tu zacząć.?

-Co się stało w dzień marzeń.?-spytał twardo North.

-Ech.. Jak wiecie, tamtego dnia miałam pomóc Catherine i Marcowi. Jednakże pojawił się Pitch i nie wiadomo, kiedy użył spesinterium. Oni niestety tego nie przeżyli. Mi ledwo udało się zbiec, a ponieważ wszyscy myśleli, że nie żyję uciekłam i ukryłam się daleko stąd. Słyszałam przepowiednie, a więc spokojnie czekałam aż pojawią się nowi Strażnicy Marzeń. A teraz tu jestem, aby wam pomóc. -skończyła radośnie.

-W takim razie nie pozostaje nam nic innego jak cieszyć się twym widokiem i powitać w naszym gronie Star Shine.-krzyknął radośnie North z wielkim uśmiechem na twarzy.

-Ja też się cieszę.

****************************************************************************
-Co ty tu robisz.?!

-Poszukuje, przeglądam, znajduje. -wysyczał Mrok

-Oddaj wszystko, co wziąłeś.!-Zębuszka wpadła w furie. Podobna sytuacja miała miejsce 10 lat temu, a jej konsekwencje były zbyt duże, by mogła się ona powtórzyć.

- To mi to zabierz. - powiedział i nagle wokół pojawiły się setki mrocznych koni. Zaczęła się walka. Marcin wykorzystywał całą swoją moc, jednak niewiele to pomagało. Likwidował pięciu a pojawiało się kolejne dziesięć. Po chwili był już kompletnie wykończony. Nagle zmaterializował się przez nim mrok.

- Słodkich snów. - powiedział i nagle zapadła ciemność.

****************************************************************************
Cięła ich swymi skrzydłami, lecz to nie pomagało. Gdzieś w ferworze walki zgubiła Marcina i teraz zaczęła się o niego martwić. Nagle wszyscy zniknęli. Marcin także.

****************************************************************************

- Wiesz dużo się u nas zmieniło przez te 900 lat. Przybyło nam Strażników.

- Och! Już nie mogę się doczekać, kiedy ich poznam.

- Już ich wzywam. Ci nowi zaraz kończą trening to ich zobaczysz.

- To cudowne. - zaszczebiotała Star

- Ta dźwignia służy do wysłania sygnału...

- Mogę ja ?! Proszę...- spytała podekscytowana

North uśmiechnął się dobrodusznie i tylko pokiwał głową.

****************************************************************************

- Czyli nasze podejrzenia okazały się słuszne.

- Ja wolałabym jednak żeby było inaczej. Jak sobie ich wyobrażę całujących... - wzdrygnęła się.

- Ty się ciesz, że nie mieliśmy tego wiedzieć.

- Weź mi nic nie mów!

- Zobacz! Sygnał! Szybko na biegun!

- Ok, ok już.

****************************************************************************

Leciała najszybciej jak mogła. Po drodze zobaczyła sygnał, co jeszcze bardziej ją zmartwiło. W końcu dotarła do bazy. Zastała tam tylko Northa i jakąś nieznaną jej kobietę.
- Mrok...porwał Marcina. - zdołała tylko wydusić, po czym zemdlała

wtorek, 10 września 2013

Rozdiał 9 Zagadkowe wydarzenia

Rozdział 9 dzień wcześniej bo tak jakoś mi się nudziło to już wstawiłam. Wielkie brawa dla Naruko za ekspresową bete oraz dedykacja dla Samanty za kolejne komentarze :) .  Nie przedłużając ZAPRASZAM DO CZYTANIA!

  -A, o czym to musimy porozmawiać?

 -O Zającu i Weronice.

-Też to zauważyłaś?

-Chodzi ci o ich dziwne zachowanie?

Jack tylko kiwnął głową.

-Tak zauważyłam. Weronika od tygodnia nie umówiła się z żadnym facetem, znika gdzieś, a dzisiaj po treningu Zając spytał się, jakie są jej ulubione kwiaty!

-O, co się spytał?!

-Jagoda! Z kim ty rozmawiasz?- zza drzwi doszedł krzyk jej matki.

-Z Marcinem.

-Aha. Za pięć minut obiad. 

-Ok! Spytał się oto, jakie są ulubione kwiaty Weroniki.-Dodała szeptem.

-Czy myślisz o tym, co ja?

-Jeśli ty myślisz o tym, co ja myślę i ja myślę o tym, o czym ty myślisz, że ja myślę to tak.

-Zrozumiałem tylko ostatnie słowo.

-Przydałoby się ich pośledzić, nie sądzisz?

-No chyba, że tak. Ty zajmiesz się Weroniką a ja Zającem.

-Ok, to do zobaczenia na jutrzejszej lekcji.

**************************

-Zrozumiałeś mój plan Pitch? Kiedy się powiedzie, odzyskasz swoją córkę.

-Tak jest.

-A, więc do zobaczenia.

**************************

-Łuuchuu...to cudowne.

-Dobra Jagoda. Starczy na dziś. Pamiętasz jeszcze, co mamy zrobić?

-No już lecę.

Dziewczyna podleciała do Jacka zwinnie go okrążając. W końcu usiadła i odezwała się podekscytowana.

-Została godzina do końca lekcji. Z tego, co wiem Wera ma teraz trening z Zającem także plan jest taki: śledzimy ich do końca zajęć, a potem w razie czego rozdzielamy się i ja idę za Weroniką a ty za Easterem. Rozumiemy się?

-Jasne. No to ruchy.

Uśmiechnęli się tylko i ruszyli na pola wielkanocne. To, co tam zastali przerosło ich najśmielsze wyobrażenia.

*******************

-Urodziny Jagody i Marcina zbliżają się wielkimi krokami. Trzeba przygotować im pokoje. Pomógłbyś mi z tym ?

Piasek w odpowiedzi kiwnął energicznie głową.

-Ja też się na coś przydam?

North zamarł i powoli odwrócił się w stronę przybysza.

-T-to niemożliwe

*****************************

-Brawo Marcin. Rozmawianie ze zwierzętami masz już opanowane do perfekcji.

-To zasługa świetnej nauczycielki.

-Zostało nam jeszcze trochę czasu chciałbyś mi jeszcze chwile pomóc przy porządkowaniu zębów?

-Jasne! Lecimy?

Wzbili się w górę i polecieli wprost do pałacu Toothiany

Jednak dotarcie na miejsce okazało się nieprzyjemnym doświadczeniem.

-Mrok!

-Witam cię Zębuszko. Och, a także ciebie Marcinie.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 8 Lekcje



Wita, witam i zapraszam na nowy rozdział. Mam do was tylko jedną sprawę. Zaczęłam pisać kolejną historie tym razem o Wielkiej Czwórce (zna ktoś?) i  zastanawiałam się czy założyć bloga o niej. Co o tym myślicie? :p A teraz nie przedłużając: ZAPRASZAM DO CZYTANIA!
-Czemu, czemu my się zgodziliśmy?!
-Jagoda, skup się.
-Ale ja już nie mogę.-powiedziała kompletnie wykończona dziewczyna. Miała serdecznie dość. Ustalili że przez pierwszy tydzień będą trenować oddzielnie po 3 godziny aby spróbować oswoić się z tą sytuacją. Plan Jagody przedstawiał się tak:
Poniedziałek: Wróżka Zębuszka(rozmawianie ze zwierzętami)
Wtorek: Piaskowy Ludek(telepatia)
Środa: Wolne(wolne)
Czwartek: Zając Wielkanocny(tworzenie)
Piątek: Jack Mróz(latanie)
Warto dodać że w szkole mieli mnóstwo sprawdzianów i prac domowych. A na dodatek Jagodę martwiło dziwne zachowanie Weroniki. Od tygodnia nie umówiła się z żadnym chłopakiem co w jej przypadku było bardzo niepokojącym faktem. Nagle zegar wybił godzinę 18.
-Dobra, na dziś koniec. Mam tylko do ciebie jeszcze jedną sprawę.
-Czego ?!-krzyknęła wykończona.
-Jakie są ulubione kwiaty Weroniki?
Tym pytaniem kompletnie zbił ją z tropu jednak odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Tulipany. Najlepiej różowe.
-Dzięki. No to do zobaczenia.
-Cześć.
*******************
-Mamo, tato wróciłam!
-Ooo...Jagoda. No nareszcie. Siadaj. Musimy porozmawiać.
Dziewczyna zajęła miejsce w fotelu trochę zaniepokojona. Ten ton nie wróżył niczego dobrego. Pierwszy odezwał się jej ojciec.
-A teraz może zechciałabyś nas poinformować gdzie byłaś przez ostatnie 3 godziny?
Jagoda zaklęła w myślach. Od początku ten pomysł z ukrywaniem się przed ich rodzicami nie przypadł jej do gustu. Przynajmniej wersja wymyślona przez Marcina. Zawsze wiedziała że nie posiada mózgu. No cóż trza będzie wszystko wyjaśnić.
-U Marcina z Weroniką. Odrabialiśmy lekcje.
-Tak? To możesz nam wytłumaczyć dlaczegóż to jego mama powiedziała że spotykacie się u Weroniki, a z kolei jej rodzice oznajmili, że przebywacie u nas w domu.
"Marcin. Jeśli mnie słyszysz to wiedz że twój żywot dobiega końca."
"Eee...ale wiesz że jesteśmy nieśmiertelni?"
"Cicho. Przerywasz moją wizje twojej śmierci."
"Ej. Co mamy robić ?! Przecież jak czegoś nie wymyślimy to zostaniemy uziemieni do końca świata!"
"Weronika uspokój się. Powiemy że spotykaliśmy się na mieście i tyle."
"Dobra spróbujmy."
-Po szkole spotykaliśmy się na mieście.
-I tylko tyle masz nam do powiedzenia?
-Tak to wszystko. Mogę już iść ?
-Idź a my z ojcem omówimy kwestie twojego szlabanu.
-Co takiego?!
-Chyba nie sądziłaś że puścimy ci to płazem? Idź już lepiej.
Jagoda pokiwała głową i poszła do swojego pokoju starając się opanować. Zastanowiła się co by było jakby powiedziała rodzicom prawdę. Jak by zareagowali?
"Ej no i jak?"-spytał nagle Marcin.
"Będę miała szlaban."
"Eee...to nie tak źle. Wiesz co się u mnie działo?"
"No opowiadaj."
"Więc tak. Jak tylko matka weszła to rzuciła się na mnie ze szlochem krzycząc "Ło boże Marcin jak ja się o ciebie martwiłam! Gdzieś ty był?!" Potem ojciec jak się nie wydrze "Marcin!! Gadaj gdzie byłeś??!!!!" No i zgodnie z naszą wersją powiedziałem im że byliśmy na mieście. No a teraz mnie uziemili na miesiąc i zastanawiają się nad wypisaniem mnie ze szkoły i żeby oni mnie uczyli."
"Dobra zostawiam to bez komentarza. Udało ci się może skontaktować z Weroniką?"
"Nie. Ciągle jest niedostępna."
"Ciekawe co robi."-nagle Jagoda usłyszała ciche chrząknięcie.
"Ja też muszę się wyłączyć. Pa Marcin."
"Do usłyszenia."
-Odebrałem twoje wezwanie więc jestem.
-To dobrze bo musimy poważnie porozmawiać.
**************
-No cóż nie sądziłem że przeżyłaś.
- A jednak. Swoją drogą nie widzieliśmy się jakieś 800 lat. Co u ciebie Pitch.
- Po za tym, że znów mam na głowie Strażników Marzeń to nic ciekawego.
- No właśnie. Bardzo chętnie znów ci pomogę ich zniszczyć.
- Rozumiem, że tylko po to by się na nich zemścić?
- Oczywiście.

Rozdział 7 Nowe moce



ZAPRASZAM DO CZYTANIA!
Jack pomógł Marcinowi i Jagodzie wlecieć na dach. Gdy już zostali tylko we dwoje dziewczyna zwróciła się do Księżyca:
-Jak teraz ma wyglądać nasze życie? Co mamy robić?! Jak umrzeć?
Nagle białe światło zwróciło się w ich stronę i na podłodze pojawiły się jakieś napisy. "Wasze życie będzie wyglądać tak jak zwykle. Oprócz tego będziecie pomagać innym Strażnikom. Umrzecie dopiero po skończeniu 16 lat. Nie ma potrzeby aby stało się to szybciej. Zastanawiacie się także pewnie jak wyglądają wasze moce prawda?" Pokiwali głową czekają na odpowiedź. "Po za telepatią posiadacie także moc tworzenia, rozmawiania ze zwierzętami oraz  latania. Na razie to wszystko. Jeśli będziecie potrzebować mojej pomocy jestem do waszej dyspozycji."
-Uff... Czyli nie musimy umierać.
-Jeszcze Marcin jeszcze.
-No tak ale zobacz jakie mamy zajefajne moce!! Już wiem jak je wykorzystam.
-Pewnie masz już jakiś kreatywny pomysł.
-No chyba że tak. Dobra chodź bo pewnie już się o nas martwią. No i trzeba odrobić lekcje na jutro.
-Łee...chyba jednak wolałabym umrzeć.
-Nie jęcz tak tylko się rusz.
******************************
-North!
-Tak? A to wy. I co powiedział Księżyc?
Jagoda i Marcin opowiedzieli mu wszystko.
-To dobrze że wiemy co potraficie. Łatwiej będzie nam ustalić kto będzie was trenował. Tylko martwi mnie jak poradzicie sobie z obowiązkami Strażników i szkołą.
No cóż to nie moja decyzja. A teraz lepiej wracajcie do domów. Rozumiem że sami sobie poradzicie?
-Tak. Nie martw się. Do jutra.
-Do zobaczenia Mikusiu.
-Bez takich zdrobnień dobrze Jagoda? A więc do zobaczenia.
*****************************
-AAAAA...
-Marcin! Już trzeci raz cię muszę ratować! Weź się ogarnij i leć prosto bo następnym razem już cię nie złapie!
-Dobra spróbuje.
-O widzisz już lepiej.
-Tak. Ej dolecieliśmy. Boże 3 w nocy a ja lekcje będę odrabiać.
-To chyba dobrze.
-Nic dziwnego że tak uważasz. Przecież jesteś nienormalna.
-Ach jaki ty naiwny. Lepiej idź pisać to wypracowanie z polaka a ja lecę. Do jutra.
-Pa...
*****************************
Następnego dnia rano w szkole:
Marcin raz po raz ziewając  kończy pisać wypracowanie z polskiego. Jagoda w tym czasie rysuję portrety Marcina Weroniki i swój. W pewnym momencie podbiega do nich ich przyjaciółka zasypując ich lawiną pytań.
-I jak? Co powiedział wam Księżyc?
-Po kolei. Najpierw jest dobrze. Dalej Księżyc powiedział że mamy żyć jak zwykle tylko jeszcze pomagać Strażnikom. Umrzemy po szesnastce. Na koniec oznajmił  także że oprócz telepatii mamy także moc tworzenia różnych rzeczy, rozmawiania ze zwierzętami i  latania i pa. A tak na marginesie to ty też posiadasz te moce. Jeszcze jakieś pytania?
-N-nie. Wow. Normalnie mega.
-A no i ja się jeszcze nie wyspałem.
***************************
-Co takiego?!! Mają nowych sojuszników? Przeklęty Księżyc.
Mrok miotał się po jaskini. Z tego co mówili jego zwiadowcy do Strażników dołączyć miały jakieś dzieci które prawdopodobnie miały zastąpić  Dream'ów.
-Świetnie. Teraz mam przechlapane.
W pewnej chwili poczuł że nie jest sam.
-Kto to?
-Ty jesteś Pitch Black? -odezwał się nie znany mu głos.
-Tak, to ja. Kim jesteś i czego chcesz.
-Mam sprawę dotyczącą Strażników.